Decyzja zapadła. Lecimy do Tajlandii. Bilety zarezerwowaliśmy w Finnair, mieli akurat promocję na loty do Azjii więc długo się nie zastanawialiśmy. O pierwszej w nocy telefon do kumpla, który przez sen wymamrotał że leci i jednym zamaszystym kliknięciem mamy kupione 3 bilety. Wypiliśmy po drinie aby uczcić ten moment i szczęśliwi położyliśmy się spać. Krok następny to papierkologia. Załatwianie wizy to formalność. Dwa zdjęcia i po 3 dniach mam już paszporty z tajską wklejką w ręku. Opłaty były zniesione, więc nie ponieśliśmy dodatkowych kosztów. Upezpieczenie, pare dolców sprytnie schowanych w secret pocket i już jesteśmy na lotnisku. Warszawa żegna nas wiatrem i deszczem ale wyjątkowo nam to nie przeszkadza. Jeszcze tylko krótka wizyta po specjalistyczne syropy w sklepie wolnocłowym i już jesteśmy w samolocie.